
Ekspedycja naukowców Uniwersytetu Szczecińskiego w Rwandzie
Zakończyła się kolejna ekspedycja naukowa pracowników Uniwersytetu Szczecińskiego do Rwandy. W dniach 22-31 sierpnia 2024 zespół Katedry Hydrobiologii Uniwersytetu Szczecińskiego prowadził kolejne badania naukowe ekosystemów wodnych w Rwandzie.
Tym razem badania obejmowały bezkręgowce wodne oraz stan fizyczno-chemiczny wód obszaru zlewniowego rzeki Koko uchodzącej do urokliwego jeziora Kivu. Zapraszamy do przeczytania relacji z fascynującej ekspedycji naszych naukowców.

Rzeka Koko cechuje się dość dużą naturalnością swojego koryta. Jak wiele rzek rwandyjskich, w tym szczególnie Koko jest w znacznej części rzeką słabo uregulowaną, niewiele przekształconą, stąd zachowuje swoje cechy, typowe dla naturalnej rzeki. Oczywiście, swój stan, zawdzięcza głównie swojemu położeniu, pośród trudno dostępnych terenów otoczonych wysokimi górami oraz dzięki warunkom geologicznym. Zdecydowana większość brzegów to wysokie i strome skały, czyniące jej koryto trudno dostępnych do powszechnego użytkowania. I właśnie ten charakter nie sprzyjał swobodnemu, jak w Europie poborowi prób biologicznych i pomiarów parametrów chemicznych, gdzie w znakomitej większości stanowisk, można do nich dostać się samochodem.

Jednak, właśnie taki stan przyrody stworzył dla nas idealne warunki do przeżycia prawdziwej, jak sprzed wieków ekspedycji naukowej i tym samym przygody, rodem z historii przeżytych przez Indiana Jones’a. Samochodem dostaliśmy się zaledwie do trzech stanowisk badawczych. Do pozostałych dziewiętnastu, zmuszeni byliśmy dotrzeć „na piechotę”. Oczywiście szybko się przekonaliśmy, że była to dla nas prawdziwa gratka i przyjemność. Codziennie pokonywaliśmy kilometry w poszukiwaniu stanowisk, idąc dnem doliny, brodząc w rzece, gdy brzegi były zbyt strome, lub wspinając się ścianami wodospadów. Kiedy wodospad był zbyt wysoki, zmuszeni biliśmy go omijać, wspinając się kilkadziesiąt metrów zboczem góry. Częstą praktyką było wspinanie się kilkaset metrów w górę po stromych zboczach przez co konieczne było, trawersowanie zboczy gór i po kilku kilometrach wędrówka w dół, aby osiągnąć założony wcześniej cel badawczy.

Niecodziennym na pewno przeżyciem była wędrówka po zboczach upraw. Mijaliśmy po drodze ich właścicieli, którzy takie kilkusetmetrowe wysokości pokonywali kilka razy dziennie. Często naszym wędrówkom towarzyszyły dzieci, a w każdym dniu chętny do pomocy był przynajmniej jeden lokalny, z pewnością niedyplomowany przewodnik, bez którego nie byłoby żadnych szans na znalezienie właściwej drogi, także powrotnej. Taka wędrówka, między plantacjami, była szczególnie cenna ze względu na uzupełnienie strat energii i wody. Trudno było dźwigać ze sobą butelki z wodą. Zerwany, świeży ananas nie dość, że okazywał się cennym zapasem wody i cukru oraz witamin, to jeszcze jego smak…. ambrozja.

Wędrując wysoko w górach miedzy wioskami, często bez dróg umożliwiających ruch autami, bez dostępu do bieżącej wody, energii elektrycznej, spotykaliśmy wiele ciekawych naszej pracy osób. Niektórzy z nich, przyglądali się naszej pracy, inni znający jeżyk angielski śmiało pytali co robimy, inni się uśmiechali, aby może nawet wyśmiewali nasze zachowanie. W każdym razie spotykaliśmy się z wielką życzliwością wszystkich napotkanych „lokalsów”, bardzo pomocnych, bardzo miłych. Ciekawostką dla nas były napotykane, bardzo prowizoryczne miejsca produkcji węgla drzewnego, na wysokości ponad 2300 m n.p.m. oraz wytwórnie olejku eukaliptusowego, gdzie wytwórcy doskonale opanowali chałupniczą technologię produkcji.

Po takim ośmiogodzinnym spacerze, w gumowych butach, lub gumowych spodniobutach wędkarskich, ze sprzętem do poboru prób w rękach męczył nas fizycznie, to normalne. Jednak napawał nas duchowo, dość mocno. To zdecydowanie przeważało nad wysiłkiem fizycznym, który ostatecznie był bardzo pozytywny.

Zebraliśmy, kolejne bardzo cenne próby biologiczne. Spodziewamy się nowych gatunków. Jesteśmy pewni, że w tym miejscu, w tej rzece wiele rzeczy robiliśmy, jako naukowcy ze świata, po raz pierwszy. To dla nas kolejna nauka, bardzo cenna. Nasza praca została też doceniona przez władze rwandyjskie i agencje ochrony środowiska, które uczestniczyły w naszych badaniach. Nasze wyniki będą częścią monitoringu państwowego.

Ta wyprawa nie byłaby możliwa gdyby nie pomoc wielu osób z naszej uczelni, ale również z jednostek rwandyjskich. Dziękujemy Panu prof. dr hab. Waldemarowi Tarczyńskiemu – Rektorowi Uniwersytetu Szczecińskiego i Pani dr hab. Kindze Fladze-Gieruszyńskiej, prof. US – Prorektor ds. Organizacji za wielką pomoc we wszelkich sprawach administracyjnych.
Zespół Katedry Hydrobiologii Uniwersytetu Szczecińskiego.








